JESTEŚMY "MOBILNI"! POBIERZ NASZĄ APLIKACJĘ NA ANDROIDA. ZA DARMO. :: KLIKNIJ TU ::

Internet to globalna sieć. Jej amatorzy zachwalają możliwość utrzymywania kontaktu ze znajomymi z całego świata, dostęp do newsów z nawet najbardziej oddalonych zakątków, szansę na bycie online z najważniejszymi wydarzeniami i choćby to, że „www” to tak naprawdę niekończąca się biblioteka, filmoteka i archiwum prasowe w jednym. A wszystko, dostępne jest od ręki – a więc bardzo wygodnie i (najczęściej) bezpłatnie.

Profesjonalni entuzjaści sieci (oprócz doceniania powyższych walorów internetu), do worka plusów bycia online dorzucają także to, że na internecie można zarobić. Zarobić, dorobić, a nawet – przy odrobinie szczęścia i dużej dawce instynktu biznesowego, wzbogacić się znacznie. Wystarczy dobry pomysł na (ot i niespodzianka!) portal społecznościowy czy platformę umożliwiającą upload plików multimedialnych. Ewentualnie – można założyć ciekawą, wartościową stronę, pozyskać sponsorów i postarać się o zamieszczenie w ramach takiej witryny reklam, które wraz ze wzrostem zainteresowania użytkowników sieci – przynosić będą coraz większe dochody. Proste, prawda?

Niestety, światek portali społecznościowych zdaje się być zdominowany przez ogólnie znanych potentatów, więc przebicie się na tym właśnie, zdefiniowany rynku, może być bardzo trudne (żeby nie powiedzieć, że przy takim nasyceniu konkurencji – będzie to niemożliwe). Interesująca, wartościowa, gromadnie odwiedzana przez internautów strona www? Ech… Portali o modzie, zdrowiu, urodzie, wróżbach, internetowych zbiorów śmiesznych obrazków czy porad dla zagubionych pań domu, które nie radzą sobie ze skutecznym usuwaniem śladów pomadki z koszul mężów jest wręcz za dużo, a zawarte w nich treści – najczęściej nie są odkrywcze, tylko wtórne, powielane. To, na jaką witrynę trafi użytkownik i z zasobów treści znajdujących się pod jakim adresem będzie korzystał, zależy między innymi od dobrej promocji serwisu, jego przyjazności, atrakcyjności, dostępności – nad tym wszystkim, można śmiało pracować, w imię walki o klienta.

Niestety, nierzadko kluczowym elementem, decydującym o zainteresowaniu internautów danym serwisem jest… ich przyzwyczajenie do konkretnej witryny, a to – trudno jest zmienić. Zamiast więc rzucać się z motyką na słońce i walczyć z globalnymi wiatrakami z rodziny „twarzoksiążki” czy „twojej tuby” – coraz więcej wirtualnych biznesmenów decyduje się na… wykorzystanie potencjału i ambicji innych. Jak to? Ano – tak to! Zamiast tworzyć serwis, głowić się nad wypełnieniem go treścią i przyjazną grafiką, promować w nieskończoność i z migrenowym bólem głowy spoglądać smętnie, jak statystyki wizyt lecą w dół – internetowi, kreatywni przedsiębiorcy handlują domenami internetowymi. Adresami, które staną się domami dla nowych serwisów, a te, być może – kiedyś staną się tak bardzo popularne, że zepchnął z medalowego podium fejsbuki, twittery i inne „nasze – klasy”. Tyle tylko, że na taką popularność – będą musieli zapracować inni. A to, czy tym „innym” się uda powielić sukces Marka Zuckerberga, czy rodzimego Rafała Agnieszczaka – to już nie nasz problem.

Sprzedając im domenę, możemy pożyczyć szczęścia i… tyle! Bo na tym, na sfinalizowaniu intratnej transakcji kupna – sprzedaży kończy się nasza rola. Do czasu kolejnej transakcji, a tych – biorąc po uwagę fakt, że internet ma się świetnie i od dawna zostawia w tyle inne środki masowego przekazu, będzie dużo. Naszymi klientami nie zawsze będą marzyciele z gotowymi scenariuszami na zawrotną karierę w biznesie popularno – portalowym.

Zainteresowani domenami będą też przedsiębiorcy, chcący założyć wirtualne wizytówki swoich działalności, wirtualni sprzedawcy, mniej lub bardziej profesjonalni specjaliści od pozycjonowania, szukający adresów na atrakcyjne zaplecza… Cóż, taki jest właśnie znak naszych czasów – czasów, w którym dobra materialne wypierane są przez te, zaparkowane pod adresem www. Czasów szalonych zmian na giełdach i wściekłych slalomach cen akcji, gdzie tradycyjne, bardzo kosztowne inwestycje w złoto, sztukę czy nieruchomości odchodzą do lamusa, ustępują miejsca inwestycjom nienamacalnym, wirtualnym. Inwestycjom w których tak naprawdę każdy z nas może mieć swój udział, bo handlować domenami potrafi każdy Kowalski z dostępem do sprawnego łącza.

Sęk w tym, że nie każdy Kowalski o tym wie. I tak = zamiast zarabiać faktyczne pieniądze na parkingu domen, adresach z literówkami czy na reklamach okupujących puste adresy – przeciętny Kowalski planuje budowę wielkiego serwisu społecznościowego czy platformy do wymiany plików multimedialnych, marząc o tym, że jego starania zostaną docenione, a film opowiadający o jego biznesowych perypetiach – doczeka się Oscara. A tak się składa, że Oscary są (podobno) ustawione, a Mark Zuckerberg jest tylko jeden. Na szczęście, dla osób zainteresowanych handlem domenami – zdaje się, że Zuckerberg’a ta dziedzina wirtualnego biznesu nie interesuje. Ergo – rynek nie jest jeszcze przesycony przez mega – wypas = ultra – super majętnych i sławnych potentatów i każdy z domainerów ma czas na to, by porządnie zarobić. Giełda domen internetowych czeka…

(felieton nadesłany przez Czytelnika)

Przeczytaj też:



Odpowiedz: